Promowanie posta to nie jest kampania
Przycisk „Promuj post" jest najprostszą drogą do wydania pieniędzy i najgorszą do ich zarobienia. Promowany post optymalizuje się zwykle pod reakcje — czyli pod to, żeby ludzie kliknęli serce, a nie żeby napisali wiadomość. Dostajesz zasięg, komentarze i zero zapytań.
Kampania prowadzona w menedżerze reklam pozwala wskazać, o co naprawdę chodzi: o wiadomość, wypełniony formularz, telefon albo zakup. To ta sama reklama i ten sam budżet, ale algorytm szuka wtedy innych ludzi — takich, którzy podobne rzeczy robili wcześniej.
Najpierw cel, dopiero potem grafika
Cel kampanii to nie hasło marketingowe, tylko techniczne ustawienie, które zmienia sposób wydawania budżetu. Dlatego pytanie „co ma się stać po kliknięciu" pada u nas na pierwszej rozmowie, a nie na etapie projektowania kreacji.
- Zapytanie przez formularz — człowiek zostawia numer bez wychodzenia z aplikacji. Najniższy próg wejścia, ale kontakty bywają mniej zdecydowane.
- Wiadomość na Messengerze — dobre tam, gdzie sprzedaż zaczyna się od rozmowy i kilku pytań.
- Ruch na stronę i kontakt przez stronę — wolniejsze, ale odsiewa przypadkowych i daje dane do remarketingu.
- Zakup w sklepie — wymaga działającego pomiaru transakcji, inaczej algorytm nie ma czego szukać.
Wąska grupa bije szeroki strzał
Największa pokusa przy pierwszej kampanii to ustawić cała Polska, wiek 18–65 i liczyć, że ktoś się znajdzie. Znajdzie się — tylko drogo. Im szersza grupa, tym większa część budżetu idzie na ludzi, którzy nigdy niczego u Ciebie nie kupią.
W usługach lokalnych zwykle lepiej działa promień kilkudziesięciu kilometrów od siedziby niż całe województwo. W sprzedaży specjalistycznej — zainteresowania i zachowania zamiast demografii. A najtańsze kontakty prawie zawsze przychodzą z grupy, która już firmę widziała: z ruchu na stronie, z listy klientów, z osób oglądających wideo.
Co naprawdę działa w kreacji
Reklama konkuruje nie z innymi reklamami, tylko ze zdjęciami znajomych. Dlatego materiał zrobiony telefonem w warsztacie bywa skuteczniejszy niż wypolerowana grafika ze stocka — wygląda jak reszta tablicy, więc nie zostaje odruchowo przewinięty.
Druga rzecz to konkret w pierwszym zdaniu. „Zapraszamy do współpracy" nie mówi nic. „Montujemy zabudowę kuchenną w dwa tygodnie od pomiaru" mówi wszystko i od razu odsiewa osoby, dla których to za szybko albo za wolno.
I trzecia: nigdy nie uruchamiaj jednej wersji. Kilka wariantów grafiki i tekstu naraz kosztuje tyle samo, a po kilku dniach widać, który przynosi kontakt taniej. To zwykle największa rezerwa w całym koncie.
Bez pomiaru to jest wróżenie
Zanim ruszy budżet, na stronie powinien działać piksel i zdarzenia: wysłany formularz, kliknięty numer telefonu, zakup. Bez tego zobaczysz kliknięcia i nic więcej, a pytanie „ile kosztowało jedno zapytanie" zostanie bez odpowiedzi.
To także warunek, żeby algorytm miał się czego uczyć. Kampania optymalizowana pod zdarzenie, które się nie zlicza, działa jak nawigacja bez sygnału — jedzie, ale nie wie dokąd.