Rachunek ma dwie części i warto je rozdzielić
Pierwsza to budżet reklamowy, czyli pieniądze, które trafiają do Meta za pokazywanie reklamy. Fakturę za nie wystawia Meta i powinna iść bezpośrednio do Ciebie. Druga to wynagrodzenie za prowadzenie kampanii: ustawienie konta, kreacje, testy, optymalizacja i raport.
Jeśli ktoś podaje jedną kwotę bez rozbicia, zapytaj, ile z niej idzie na wyświetlenia. Model, w którym budżet mediowy przechodzi przez konto agencji, jest wygodny dla agencji, a dla Ciebie oznacza, że nie widzisz, ile naprawdę poszło na reklamę.
Dlaczego nie ma cennika kliknięć
Reklama w Meta działa jak aukcja. Za każdym razem, gdy ktoś otwiera tablicę, system wybiera, którą reklamę pokazać — biorąc pod uwagę stawkę, ale też to, jak prawdopodobne jest, że ta osoba zareaguje. Dlatego dwie firmy z tym samym budżetem mogą płacić zupełnie inaczej za ten sam efekt.
To ma praktyczną konsekwencję: dobra kreacja obniża koszt. Nie dlatego, że jest ładna, tylko dlatego, że ludzie na nią reagują, a system nagradza reklamy, które nie psują im przeglądania.
Co realnie podbija stawkę
Zanim uznasz, że reklama jest droga, sprawdź, czy któryś z tych czynników nie działa przeciwko Tobie.
- Bardzo wąska grupa odbiorców — mała pula ludzi oznacza, że reklama szybko się wyświetla tym samym osobom i przestaje działać.
- Sezon — w listopadzie i grudniu o tę samą uwagę licytuje się znacznie więcej firm.
- Jedna kreacja puszczona na miesiąc — po kilkunastu dniach odbiorca ją zna i przestaje reagować, a stawka rośnie.
- Brak pomiaru — kampania optymalizuje się wtedy pod kliknięcia, czyli pod najtańszy możliwy ruch, a nie pod zapytania.
- Strona, która ładuje się wolno albo nie ma na czym skupić uwagi — płacisz za wejście, które kończy się po dwóch sekundach.
Jaki budżet ma sens na start
Punktem wyjścia nie jest kwota, tylko liczba zdarzeń. Kampania potrzebuje zebrać dość zapytań w rozsądnym czasie, żeby algorytm zdążył się czegokolwiek nauczyć. Budżet rozłożony tak cienko, że przez miesiąc przyniesie kilka kontaktów, kosztuje tyle samo, a nie daje ani wyniku, ani wniosków.
Drugi punkt odniesienia to Twoja marża. Jeśli wiesz, ile zarabiasz na jednym zleceniu i jaka część zapytań zamienia się w zlecenie, masz górną granicę sensownego kosztu kontaktu. Bez tych dwóch liczb każda kwota budżetu jest wzięta z sufitu.
Liczba, po której naprawdę ocenia się kampanię
Nie koszt kliknięcia i nie zasięg, tylko koszt pozyskania kontaktu — ile wydaliśmy, żeby jedna osoba się odezwała. Ta liczba daje się porównać z marżą i to ona rozstrzyga, czy kampanię zwiększać, czy wyłączać.
Drugą wartą pilnowania jest udział zapytań, które zamieniają się w zlecenie. Jeśli kontaktów jest dużo, a zleceń nie ma, problem prawie nigdy nie leży w kampanii — leży w ofercie, cenie albo czasie reakcji na zapytanie.